poniedziałek, 13 stycznia 2014

Rozdział 66 ''Nie, Pattie ja nie mogę..''

Notka pod rozdziałem ! 

Nigdy nie wiadomo co się może wydarzyć, lepiej dmuchać na zimne..

***OCZAMI LUNY***

***PARĘ DNI PÓŹNIEJ***

- Będziesz w niej wyglądać bosko - Od paru godzin razem z Pattie i Anne wybieramy suknie w której miałam przeżyć ten najpiękniejszy dzień.

Obie matki cały czas kłóciły się o to która jest dla mnie najlepsza, która najlepiej opina moją talie, tak by zbytnio nie było widać małego brzuszka. Wszystko idzie pełną parą, nie nadążałam już za tym. Wiem że wszyscy chcieli dla mnie jak najlepiej ale mnie to już męczyło.

 - A mogłabym chociaż raz ja coś powiedzieć - Mój głos brzmiał troszkę bardziej surowo niż chciałam.

Obie zwróciły się w moją stronę ze zdziwionymi wyrazami twarzy.

- Chciałabym sama zdecydować o tym co ubiorę - Dodałam już nieco delikatniej.

- Oczywiście, skarbie - Anne uśmiechnął się w moją stronę, odkładając na miejsce sukienkę którą trzymała.

Na reszcie odetchnęłam z ulgą i przy pomocy jednej z pań stojących przy manekinach zaczęłam wybierać idealną suknie ślubną. Wybór był ogromny, cała hala zapełniona była sukniami każdego kroku, rozmiaru i dodatków. Gdzie tylko spojrzałam tam znajdowałam kreacje, przez co nie mogłam sie zdecydować. Kolejne godziny mijały, rady wszystkich wokół nie pomagały mi w ogóle. Wybranie tej jedynej, niepowtarzalnej sukienki jest nie lada wyzwaniem mając tyle do wyboru.

Chodziłam po między wąskimi alejkami pilnując by sie nie zgubić. Na każdym wieszaku, powieszona obok siebie była suknia za suknią i tak bez końca. Lecz to czego szukałam to skromna, prosta sukienka która nie będzie miała za dużo ani za mało ozdób czy dodatków. Tak na prawdę tej mojej idealnej sukienki mogłabym szukać przez cały dzień, albo i nawet dłużej. Za dużo ich było by znaleźć właściwą. Zrezygnowana usiadłam na malutkim krzesełku postawionym w kącie. Widocznie będę zdana na propozycje Anne i Pattie, które nie mówię że nie były dobre, ale wolałam coś sama wybrać.

Wtedy spojrzałam w górę, na najwyższym wieszaku, samotnie wisiała ona. Idealnie zbudowana, długa, z koronkowymi zakończeniami, własnie jej obraz cały czas krążył mi po głowie. Przywoływałam do siebie jednego z pracowników tego sklepu i poprosiłam o ściągnięcie sukni. Wykonał moją prośbę. Podał białą sukienkę. W dotyku była śliska, nieskazitelnie biała. Musiałam ją przymierzyć, wkroczyłam z nią w ręku do przebieralni. Była w moim rozmiarze więc założenie jej nie sprawiało mi żadnych problemów. Włosy przeniosłam na jeden bok by nie przykrywały pleców które zdobiła delikatna koronka. Spojrzałam na siebie w lustrze i aż mała łezka spłynęła po moim policzku.

Odwróciłam sie dumnie krocząc w stronę gdzie przebywały moja i Justina matka. Wzięłam głęboki oddech i wyszłam z pomieszczenia. Kobiety zajęte były pogawędką z innymi pracownicami, które słuchały ich jakby od niechcenia. Stanęłam na środku pokoju i cicho odchrząknęłam. Od razu ich głowy zwróciły się na mnie. Źrenice sie rozszerzyły a ogromny śmiech pojawił się na ich twarzach.

- O mój Boże, jest doskonała - Moja matka szybko zerwała sie z miejsca podchodząc do mnie.

Po chwili dołączyła do niej także Patricia. Wszyscy wokół, nawet nieznani mi ludzie zatrzymywali sie by przez chwile na mnie spojrzeć, przez co rumieniłam sie strasznie. Obie matki tak samo jak ja uroniły łzy które tylko potwierdzały to że własnie tak powinnam iść do ołtarza.

- Moja mała córeczka, niedługo ślub będzie brała - Anne przytuliła mnie mocno, przez co poczułam jej łzy na moim ramieniu.

- Mamuś, pobrudzisz tuszem sukienkę - Zaśmiałam sie, oddaliła sie ode mnie.

- Kocham Cię

- Wiem, ja ciebie też - Pocałowałam ja w policzek.

- Justin lepiej trafić nie mógł- Zaszlochała obok mnie Pattie.

Odwróciłam sie w jej stronę ocierając jej łzy uśmiechnęłam  sie serdecznie. Ona natomiast chwyciła moją dłoń. Położyła coś na niej, szybko zerknęłam w dół widząc srebrny naszyjnik, który mienił sie w świetle lamp.

- Nie, Pattie ja nie mogę..

- To jest prezent ode mnie, pamiątką rodzinna, przekażesz ją Emily, a ona swojej córce - Znowu łzy pokryły jej zaróżowione policzki.

Ze wzruszenia nie wiedziałam co powiedzieć, po prostu wykonałam jeden gest na który było mnie stać, po prostu ją przytuliłam.

- Idź sie przebierz i kupujemy tą suknie - Uśmiechnęła sie moja matka.

Przytaknęłam lekko i ruszyłam w stronę przebieralni. Mój makijaż całkiem się zmył zostawiając czarne ślady na moich policzkach. W lustrze wyglądało to okropnie. Powycierałam je wierchem dłoni, zaczynając rozpinać zamek sukienki.

W jednym momencie poczułam że mi słabo, nie wiedziałam co się dzieje. Straciłam panowanie nad ciałem i z towarzyszącym mi ogromnym bólem upadłam na podłogę...

*********************************

Hejoo <3
Chyba cały czas będę was przepraszać za to że rozdziału znowu tak długo nie było, ale ściągnęłam na siebie trzy opowiadania a do tego  zostałam adminką na jednej ze stron o Justinie, a do tego wszystkiego dochodzi jeszcze szkoła. Tak wiem, mogłam to przemyśleć, ale myślałam że dam sobie rade. Od razu mówię że pod żadnym pozorem nie opuszczałam tego opowiadania, ani innych, po prostu rozdziały pojawiać będą sie rzadziej. Przepraszam was strasznie za to ;( 
Mam nadziej że nie opuścicie mnie jak i tego opowiadania, strasznie mi na was zależy i nie chce was stracić, kocham pisać opowiadania, ale pewnie wiecie jak to jest, trzeba to wszystko razem pogodzić..Jeszcze raz was przepraszam, mam nadzieje ze rozdział wam się spodobał i wyrazicie opinie w komentarzu <33

piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział 65 '' Tutaj jestem !..''

- No Justin, gratuluje, tym razem będzie to syn - Uśmiechnięty Anthony spojrzał na Justina.

***OCZAMI JUSTINA***

- Żartujesz ?! - Krzyknąłem nie odwracając wzroku od monitora na którym widniał mój synek.

- N ie, jestem całkowicie poważny - Zaśmiał sie Brown kładąc rękę na moim ramieniu.

 Na reszcie będę miał syna, mojego pierworodnego. Ostatni raz spoglądając na Lunę, ucałowałem jej dłoń i szybko wybiegłem z sali. 

- Będę miał syna ! - Krzyczałem na cały głos, nie mogąc w to uwierzyć.

***TYDZIEŃ PÓŹNIEJ***

- Kochanie przypominałaś mi to już sto razy, a ja ci powtarzam że już wczoraj wysłałem wszystkie zaproszenia - Uśmiechnąłem się do Lu, która była cały czas zabiegana.

Spojrzała na mnie, westchnęła. 

- Wiem, przepraszam, ale chce żeby wszystko było perfekcyjne - Przytuliłem ją, całując czubek jej głowy. 

- I będzie - Podniosłem jej podbródek składając na jej ustach soczystego buziaka.

Oczywiście w takim momencie zadzwonił jej telefon. Popatrzyła na mnie przepraszająco i nieco się oddaliła. Spojrzałem przez okno, przez które widziałem tył domu, to właśnie tam odbędzie się ceremonia. Ogród wspaniale pasuje do tej okazji.

- Justin, dzwonili z kwiaciarni, możemy przyjechać wybrać kwiaty- Uśmiechnęła się ubierając buty.

- Idę po Emily - Wszedłem do jej pokoiku w którym bawiła się na mięciutkim dywaniku jakimiś zabawkami.

- Chodź maluszku, jedziemy na przejażdżkę - Ukucnął niedaleko niej, chcąc żeby podeszła do mnie o własnych siłach.

Zaczynamy już powolutku uczyć ja stawiać choćby najmniejsze kroczki. Może jeszcze za wcześnie, może za bardzo się śpieszymy, ale spróbować zawsze można. Malutka spojrzała tylko na mnie, uśmiechając sie uroczo. Zaśmiałem się podchodząc do niej, wziąłem ją na ręce schodząc na dół. Na dworze zaczynała już gościć wiosna, choć wysokiej temperatury nie było. Gdy już wszyscy byliśmy ubrani, postanowiliśmy chociaż raz nie zanieczyszczać powietrza spalinami auta i wybrać się na spacer. Wyciągnąłem już lekko zakurzony wózek z garażu, usadziłem w nim Ems i razem z Luną popychaliśmy go zmierzając w stronę kwiaciarni. Nie było ona jakoś bardzo daleko, dotarliśmy na miejsce w dwadzieścia minut. Weszliśmy do niewielkiego budynku, w którym już na wejściu unosił się piękny kwiatowy zapach. Podjechałem wózkiem, w takie miejsce żeby cały czas mieć na niego oko.

Zaczęliśmy się rozglądać za kwiatami które idealnie będą się komponować z nastrojem panującym w tym dniu. Od razu wiedziałem że Lu nie będzie mogła się zdecydować, że co chwile będzie zmieniać zdanie. Chodziliśmy między alejkami napawając się wonią unoszącą się w powietrzu, różne barwy przyciągały naszą uwagę. Tak bardzo skupiliśmy się na szukaniu, że nie zwracaliśmy uwagi na wózek z dzieckiem. Podszedłem bliżej niego, lecz dziecka nie było.

 - Luna ! Emily zniknęła ! - Krzyknąłem do dziewczyny która już zmierzała w moim kierunku.

 - Jak to ?! - Spojrzała na mnie z niedowierzaniem.

Sama przecież nie poszłaby sobie. W mojej głowie już pojawiały się mroczne scenariusze. Szybko pobiegłem jej szukać, każdą alejkę przeszedłem, a po córeczce ani śladu. Gdy już na prawdę odchodziłem od zmysłów, usłyszałem ten słodziutki śmiech który tylko mógł należeć do mojego maluszka. Podążyłem za nim docierając do Emily, która trzymała w rączkach piękny kwiat białej lilii.

 - Kochanie - podbiegłem do dziecka biorąc ją na ręce.

W tamtej chwili dziękowałem Bogu że nic jej się nie stało, że jest cała i zdrowa.

 - Justin ?!

 - Tutaj jestem ! - Krzyknąłem.

 Po chwili Luna już stała obok mnie całując dziewczynkę w policzek.

 - Nas szkrab już sam stawia kroczki - Spojrzałem na nią.

- No to, jak widać, będziemy mieli z nią teraz same kłopoty - zaśmiała się odbierając ode mnie dziecko.

- Ale piękne - Lu zwróciła uwagę na kwiatka trzymanego przez Ems.

 Po wyrazie jej twarzy mogłem już stwierdzić że strasznie je się spodobały.

- Idealne, bierzemy je - Spojrzała na mnie oczekując na potwierdzenie

- Dokładnie - uśmiechnąłem się.

 Zamówiliśmy je na dwa dni  przed ślubem który odbędzie się za dwa tygodnie. przygotowania idą pełną parą. Ktoś mógłby powiedzieć że się spieszymy, no ale na co tu czekać. Nigdy nie wiadomo co się może wydarzyć, lepiej dmuchać na zimne...

************************************
Hejo <33
Wiem, rozdział nudny jak nie wiem, ale bardzo się starałam by taki nie był, ale to już wy sami ocenicie. 
Pierwszy rozdział w nowym roku, mam nadzieje że spędziliście zajebiście swojego sylwestra i wspomnienia zostaną na bardzo długo :D 
Mam nadzieje ze rozdział chociaż trochę się spodobał i wyrazicie swoje opinie w komentarzu <33
DO NASTĘPNEGO :**

niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 64 '' O mój Boże..''

Zdezorientowani spojrzeli w dół...

*** 3 TYGODNIE PÓŹNIEJ ***


- Ale na pewno wszystko w porządku ? - Justin spytał po raz tysięczny mocno mnie trzymając.

- Justin, uspokój się, dziecko po prostu się poruszyło, to wszystko - Spojrzałam na niego uśmiechając sie uspokajająco.

- Ale..

- Justin !

- No dobrze..po prostu się martwię - zmniejszył siłę z jaką mnie trzymał.

- Rozumem i nawet nie wiesz jakie to jest słodkie...i troszkę denerwujące - Pocałowałam go delikatnie w usta.

- A teraz daj mi dokończyć śniadanie - Ponownie usiadłam na krześle z którego zostałam dosłownie wyszarpana.

Nic już nie mówiąc przysiadł się do mnie i obserwował każdy mój ruch. gdy wreszcie byliśmy gotowi do wyjścia, wyszliśmy z domu, upewniając sie czy jest zamknięty. Wsiadłam na miejsce pasażera od razu zapinając pasy.

- Kiedy mamy przyjechać po Emily ?

- Pattie mówiła że jeżeli chcemy to ona dzisiaj może się nią zająć. - Silnik auta został odpalony, po chwili ruszyliśmy.

- Świetnie - Westchnęłam.

Przyda nam się chociaż jeden dzień odpoczynku. Bez płaczu, pieluszek, karmienia, tych wszystkich rzeczy które codziennie obciążają mnie i Justina. ie mam pojęcia jak my sobie poradzimy z drugim dzieckiem. Niby teraz jest w miarę dobrze, ale z dwójką ? Dwójka małych dzieci to jest ogromne wyzwanie, nie mam pojęcia czy uda mi się wychować dwójkę dzieci. Tym bardziej, ze teraz Justin poszedł do pracy, potrzebne nam pieniądze, ale to wiąże się także z tym że nie będzie go przy mnie teraz cały czas. Wiem że stara się jak może żeby troszkę odebrać mi tej pracy, ale tak się nie da. Justin nie jest w stanie wykonać wszystkich prac domowych, pójść do pracy, zajmować się dziećmi. Podsumowując, wszystko za szybko się dzieje. To wszystko zaczyna mnie coraz bardziej przerażać, czasem nie wytrzymuje, płacze w poduszkę, myśląc że przez to moje problemy znikną, ale kogo ja chce oszukać.

- Jesteśmy - Głos Justina przerwał moje przemyślenia, informując że znajdujemy się własnie przed kliniką ginekologiczną.

Dzisiaj wizyta w której zobaczymy naszego maluszka. Byłam już na jednej, ale jak na złość nie mogliśmy zobaczyć dziecka, przez zepsute USG. Mam nadzieje że tym razem jednak się uda. W końcu w czwartym miesiącu powinno już widać dzidziusia. Bieber otworzył mi drzwi, chwycił za rękę i prowadził w stronę kliniki. Nie musieliśmy czekać, już dawno byliśmy umówieni.

- Hej, co u ciebie ? - Anthony pocałował mnie w policzek, po chwili podając Justinowi rękę.

- W porządku, mdłości już zniknęły, a dzisiaj mam nadzieje że wreszcie go zobaczę- położyłam się na specjalnej kozetce, uśmiechając się do nich.

- Spokojnie, wszystko już pięknie działa, także twoje marzenie się spełni - Zaśmiał się i usiadł na małym krześle przed monitorem, uprzednio dając przejść Biebsowi który za wszelką cenę chciał być bok mnie.

Thony, posmarował mi brzuch jakąś mazią przejeżdżając po niej małym urządzeniem. Bieber chwycił mnie mocno za rękę widząc że na ekranie coś sie pojawiło.

- Jest, widać wszystko, tu jest główka, jeśli się wsłuchacie usłyszycie cichutkie bicie tego malutkiego serduszka - Doskonale słyszałam, zobaczyłam moje dziecko, mojego maluszka które będę kochać ponad życie.

- O mój Boże- Wymamrotał Justin, całując mnie w rękę.

- Dziękuje Ci - Spojrzał na mnie, ukazując łzy zgromadzone w jego oczach.

 Nic nie powiedziałam, on widział że przeżywałam tą chwile razem z nim.

- No Justin, gratuluje, tym razem będzie to syn...

*****************************
Hejoo <33
Przepraszam że znowu tak długo musieliście czekać na rozdział, ale wiecie jak to jest ogarnąć cały dom po wizycie całej rodziny na święta ;D 
Mam nadzieje że rozdział wam się spodobał i wyrazicie swoje opinie w komentarzu <33
DO NASTĘPNEGO ;**

sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 63 ''Żałujesz ?...''

- Twoje nazwisko kochanie.- Uśmiechnął się do mnie i delikatnie pocałował usta.

***NASTĘPNY DZIEŃ***

Tego ranka nie obudziłam się w swoim dziecinnym pokoiku w którym się wychowywałam, tym razem była to moja sypialnia, w moim własnym domu. Chyba czas tu wrócić, w końcu nie mieszkać ze swoim narzeczonym to troszkę dziwna rzecz. Od wczoraj Justin stał się moim przyszłym mężem, tak dziwnie to brzmi w moich ustach, trudno się przyzwyczaić. 

- Z ilu jajek, jajecznice sobie życzysz - Otworzyłam lodówkę wyjmując z niej potrzebne składniki. 

- Kochanie, powinnaś już to wiedzieć - Zaśmiał sie cicho Justin cały czas obserwując każdy mój ruch, nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie fakt że byłam w bieliźnie a jedyne co mnie okrywało to jedwabny prześwitujący szlafrok. 

- Jeżeli myślisz ze jak będziemy małżeństwem to będę ci robić codziennie świeżutką jajeczniczkę to się mylisz mój drogi - Odwróciłam sie do niego na chwile przodem z zwycięskim uśmieszkiem.

- Pytam się jeszcze raz, z ilu chcesz jajek kochanie ? - Dodałam pieszczotliwie. 

- Z czterech - Mruknął pod nosem udając obrażonego, przez co zaśmiałam się cicho. 

- Jak dziecko - westchnęłam.

- Przynajmniej z synem się będę dogadywać - Rozmarzył się stukając palcami w blat. 

- Przepraszam bardzo, a kto powiedział ze będziesz miał syna, może to druga dziewczynka. - Wbiłam jajka na patelnie i zaczęłam doprawiać. 

- Czuje to...

- Luna ?  

- Tak..

- Wyobrażałaś sobie kiedyś ze takie będzie twoje życie, że będziesz moją narzeczoną, że będziesz matką mojego dziecka i z drugim w drodze ? Że będziesz dzielić każdą wolną chwile ze mną ? Wyobrażałaś to sobie ?

 - Szczerze ? Nigdy, nigdy nie pomyślałabym o tym że cokolwiek będzie nas łączyć - uśmiechnęłam się do niego.

 - A jednak - pocałował mnie w usta.

 - Jednak, jesteś moją narzeczoną - W jego ustach brzmiało to tak dziwnie.

Uśmiechnęłam się. Spojrzałam na córeczkę która trzymała bawiła się swoimi rączkami.

 - Niedługo będziesz miała braciszka, lub siostrzyczkę - zwróciła się do niej, łapiąc za rękę Justina.

Nie zwróciła na mnie w ogóle uwagi, była zbyt zajęta zabawą by chociaż na mnie spojrzeć.

 - Bardzo się ucieszyła - powiedziałam sarkastycznie.

 - W końcu ma dopiero dziewięć miesięcy, niewiele jeszcze rozumie - Jus spojrzał na nią.

 - Szybko się staramy o te dzieci, nie spodziewałam się że w wieku dwudziestu lat będziemy już rodzicami dwójki dzieci - troszkę posmutniałam, zauważył to.

 - Żałujesz ?

 - Nigdy ! Nie żałuje żadnej chwili spędzonej z tobą, z naszym dzieckiem. - Spojrzałam prosto w jego brązowe, głębokie oczy.

 - To o co chodzi ?

 - Po prostu...boję się że nie będę z nimi aż do mojej starości, że nie zobaczę wnuków, nie będę pomagać tobie w ich wychowaniu..- W tamtej chwili spuściłam wzrok.

 - Heej, kochanie, będziemy wychowywać ich razem, co by się nie działo będę wiedział że ty zawsze będziesz obok mnie - chwycił za moją rękę i mocno ścisnął.

 -Zawsze...

*** 2 DNI PÓŹNIEJ *** 

- No to o jaką niespodziankę wam chodziło ? - Pattie i moi rodzice już nie wytrzymywali z tej niepewności.

Spojrzałam z rozbawieniem na Justina, który tak samo jak oni był podekscytowany. Przeniosłam wzrok na moją dłoń, którą zdobił piękny pierścionek. Nic nie mówiłam, po prostu lekko wysunęłam dłoń by każdy mógł go zobaczyć. Zdezorientowani spojrzeli w dół...

***************************
Hejooo <333

Na początku chciałam wszystkim złożyć WESOŁYCH ŚWIĄT !! ;**
Życzę wam zajebistych prezentów pod choinką i niezapomnianego sylwestra <33
A i życzę też każdej Belieber by spotkała Justinka ;**

Mam nadzieje że rozdział przypadł wam do gustu i napiszecie swoją opinie w komentarzu ;**

DO NASTĘPNEGO <33

sobota, 14 grudnia 2013

Rozdział 62 ''Daj mi coś powiedzieć ...''

 - Maleństw ?..
***OCZAMI LUNY***

Przytaknęłam, uważnie na niego patrząc, znowu bałam się jego reakcji.

- Na prawdę ? - Wstał z gazet, ani na chwile nie spuszczał ze mnie wzroku. 

Już wtedy wiedziałam że nie udało się, znowu źle to przyjął. Wstałam tak samo jak on chwile temu. 

- Nie ważne, już nie ważne - Odwróciłam się od niego i poszłam w stronę oceanu.

 Nie odwracałam sie za siebie, bałam się że jego tam nie będzie, że mnie zostawił. 

- Luna - Krzyknął nagle, lecz ja udawałam że nie słyszę. 

- Luna - Powtórzył, w mgnieniu oka znalazł się obok mnie. 

- Nawet nie wiesz jaki jestem szczęśliwy - Nie dał mi nic powiedzieć, od razu wpił się w moje usta. 

Zaczął je całować tak jakby miał za chwile skończyć się świat. Sprawił że i ja na chwile zapomniałam o wszystkim dookoła byłam tylko on i ja, i nasze maleństwo które aktualnie wylegiwało się pod moim sercem. Oderwał sie ode mnie, nasze czoła opierały sie o siebie, nasze spojrzenia rozmawiały ze sobą, a oddechy ocieplały lekko zaczerwienione policzki. 

- Tak strasznie się ciesze - Wyszeptał jeszcze raz całując delikatnie moje wargi. 

Te słowa tyle dla mnie znaczyły, od razu zrobiło mi się ciepło na serduszku czując że nie zostanę sama. 

- Tak strasznie się ciesze - Powtórzył, lecz tym razem krzycząc na całą plaże. 

Przełożył moje ciało sobie na bark i zaczął biegać po wilgnym piasku krzycząc. Śmiałam się w niebo głosy podskakując na wszystkie strony. Dopiero gdy zaczynałam tracić powoli oddech, delikatnie postawił mnie na piasku. 

- Luna, kochasz mnie ? - Spojrzał mi głęboko w oczy. 

- Justin, co to za pytanie, oczywiście że cie kocham - Zaśmiałam się cicho dalej patrząc w jego mocno czekoladowe tęczówki. 

Chłopak nie odzywał się przez chwile jakby zastanawiał sie nad czymś. Położyłam mu rękę na policzku delikatnie go gładząc. Wziął jednak moją dłoń, mocno ją chwycił, wziął głęboki oddech i uklęknął na jedno kolano. Nie wiedziałam co się dzieje, ale ta poza mi coś przypominała...ale czy on na prawdę chce to zrobić..

- Justin..

- Cii, daj mi coś powiedzieć - Przerwał mi nadal trzymając moją dłoń.

- Luna..- Przełknął głośno ślinę, lecz ani na chwile nie spuszczał ze mnie wzroku. 

- Tak strasznie cię kocham, nie wyobrażam sobie dnia bez ciebie, gdy nie ma cie przy mnie wszystkie kolory z mojego życia blakną, tylko przy tobie mogę być szczęśliwy, tylko twój uśmiech dodaje mi sił. Przez te lata wspólnej znajomości rożnie między nami było, raz byliśmy szczęśliwi, raz nie, ale wytrwaliśmy, jesteśmy tu i teraz, razem, Bóg nawet obdarował nas dzieckiem, które jeszcze bardziej nas połączyło, widocznie nasze więzi mają jeszcze bardziej się wzmocnić po przyjściu na świat naszego drugiego maluszka. Nigdy z nikim nie czułem się tak jak przy tobie, nigdy nie czułem takiej miłości jaką darze ciebie, oddałbym wszystko co mam byś uszczęśliwiła mnie jeszcze bardziej i...została moją żoną - Sięgnął do kieszeni z której wyciągnął malutkie pudełeczko, cała zalana łzami pociągałam co chwile nosem. 

-...Wyjdziesz za mnie ? - Puścił na chwilkę moja dłoń, którą cały czas trzymał i otworzył pudełeczko ukazują niesamowity pierścionek. 

Otarłam wszystkie łzy które spływały po policzkach, uklęknęłam aby nasze twarze były na tej samej wysokości i po prostu się do niego przytuliłam. Owinęłam ręce wokół jego szyi chowając twarz w zagięciu jego karku. Nic nie mówiłam, to nie tak że chciałam to jeszcze przemyśleć, ja doskonale wiedziałam co chciałam zrobić, ale chociaż przez chwile chciałam pomilczeć, na sekundę.

- Tak - Wyszeptałam, a samotna łza szczęścia popłynęła po policzku. 

Ramiona Justina jeszcze mocniej ścisnął mnie w pasie i powoli wstał. Obrócił mnie parę razy w kółko. 

- Kocham Cię - Wyznał całując mnie lekko w usta. 

- Ja Ciebie też, Justin - Kolejny pocałunek połączył nasze usta, w jego trakcie Jus włożył na mój palec piękny pierścionek. 

Spojrzałam na niego. 

- Jest idealny - Tym razem pocałunek nie był byle jaki. ten wyrażał wszystko to co w tamtej chwili chcieliśmy sobie wyznać. 

- Na reszcie będę mógł zmienić, jedną jedyną rzecz jaka chciałem w tobie zmienić - uśmiechnął sie do mnie uroczo. 

Natomiast ja spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.

- Twoje nazwisko kochanie...

************************
Hejooo <33
Ooooo, taki uroczy rozdział *,* 
Justin się oświadczył... *,*
Luna sie zgodziła *,* 
Mam nadzieje że rozdział sie spodobał i wyrazicie swoje opinie i wrażenia w komentarzu <33 
DO NASTĘPNEGO ;** 

czwartek, 12 grudnia 2013

Rozdział 61 ''Co z twoim zdrowiem ?...''

Notka pod rozdziałem, dziękuje ;*

- Moje dzieci potrzebują ojca...

*** 1 TYDZIEŃ PÓŹNIEJ ***

Nie mogliśmy wytrzymać. Dzień w dzień się komunikowaliśmy, przychodził, odwiedzał Emily. Ale nie dziwie się sobie, przecież tyle razem przeszliśmy, tyle chwil razem spędziliśmy, nie dałoby sie tak z własnej woli dać rozdzielić ten związek.

Otworzyłam oczy rozciągając się przy tym. Jak za dawnych czasów budziłam sie w swoim fioletowym pokoju, z którym wiąże wiele tych dobry jak i nieprzyjemnych wspomnień. Zawsze jednak budziłam się w tym pokoju sama, dzisiaj tak nie było. Obróciłam lekko głowę żeby mieć lepszy widok na idealne rysy mężczyzny mojego życia. Mężczyzny z którym chce przeżyć to życie, ten czas który mi pozostał. Delikatnie pogładziłam jego policzek, wyczuwając lekki chłód. W pokoju nie było wysokiej temperatury która mogła ogrzać  nasze ciała.

- Dzień dobry - Szepnęłam mu cicho do ucha. Mruknął coś niezrozumiałego po czym obrócił sie na drugi bok.

Zaśmiałam sie pod nosem tym razem kładąc ręce na jego bokach.

- Kochanie, jeżeli nie wstaniesz za sekundkę to źle to się dla ciebie skończy - Ponownie szepnęłam do jego ucha, uśmiechając się delikatnie.

 Znowu żadnej odpowiedzi, nie miałam wyboru, musiałam go jakoś obudzić. Zaczęłam go gilgotać po całym brzuchu. Od razu zerwał się na nogi zważając na to że ma okropne łaskotki.

- Cicho, obudzisz moich rodziców - Zatkałam mu ręką usta.

- Oszalałaś kobieto - Wybełkotał w moją dłoń.

Pocałowałam go w czubek nosa i wstałam z łóżka.

- Dobra królewiczu, zbieraj się - Rzuciłam w niego jego ciuchami.

- Już mnie wyganiasz ? - Wziął swoją koszulkę w dłonie i spojrzał na mnie kątem oka.

- Hmm - Chwyciłam sie za podbródek.

- Tak - Uśmiechałam sie uroczo i powróciłam do ubierania sie.

- Dzisiaj cię zabieram

- Gdzie ? - Gd już byłam całkowicie ubrana, usiadłam obok niego na łóżku.

Spojrzał na mnie.

- A na plaże, co ty na to ?

- Czy ty jesteś normalny, w taką pogodę ? - Wskazałam na okna przez które zobaczyć można było tylko gęstą mgłę i zachmurzone niebo.

- A kto powiedział że ja chce się kąpać ? Możemy pójść na spacer - Uśmiechnął się i wstał z łóżka.

- No dobrze - Odwzajemniłam jego uśmiech.

Przybliżył się do mnie i lekko pocałował moje usta.

- No to przyjdę po ciebie za godzinę - Przytaknęłam.

- Taa, znowu, jak za dawnych czasów, moje wspaniałe wyjście - Odwrócił się do okna które już czekało lekko uchylone.

Zaśmiałam sie cicho. Jeszcze raz na mnie spojrzał uśmiechając sie, ale już po chwili zniknął z mojego pola widzenia..

***OCZAMI JUSTINA***

***GODZINĘ PÓŹNIEJ*** 

- A gdzie ją zabierasz Justin ? - Zapytała Anne nalewając mi szklankę soku.

 - Po prostu, chciałem się przejść, pogadać - uśmiechnąłem się w jej stronę odbierając napój.

 - Dobry pomysł, macie sobie chyba coś do powiedzenia...- W tym momencie na schodach pojawiła się, ciepło ubrana Luna.

Nawet w dresach wyglądała seksownie.

 - Jestem, możemy iść na tą zimnice - zatrzęsła się na samą myśl o przebywaniu teraz na zewnątrz.

 - Wytrzymasz. - Pocałowałem jej zaróżowiony policzek, pożegnałem się z jej mamą i razem, za rękę wyszliśmy z domu jej rodziców.

Uśmiechnąłem się widząc jak Luna tuli się do mojego ramienia chcąc utrzymać swoją temperaturę ciała. Jak widzicie nie bez powodu chciałem ją wyciągnąć na spacer, nie dość że muszę z nią na prawdę szczerze porozmawiać to jeszcze mam w gratisie przytulanki od niej. Owinąłem ja ramieniem i mocniej przycisnąłem do siebie. Dotarliśmy do postoju taksówek, wsiedliśmy oboje.

- Przepraszam, mógłby pan włączyć ogrzewanie.-Poprosiła, a mężczyzna niewiele starszy ode mnie wykonał jej polecenie.

 - Aż taki z ciebie zmarzluch - szepnąłem jej do ucha.

 - A nie widać - spojrzała na mnie pocierając swoje ręce.

 Uśmiechnąłem się, wziąłem jej obydwie dłonie, przyłożyłem je sobie do ust, a mój ciepły oddech otulił je dodając jej troszkę ciepła. Uśmiechnęła się do mnie uroczo, całując w policzek. Po nie długiej drodze taksówką w końcu dojechaliśmy na miejsce, miejsce gdzie można odpocząć od wielkiego miasta. Na tej plaży miałem swój własny kąt, kiedyś zawsze przychodziłem tu gdy miałem jakiś problem, lub gdy po prostu chciałem pobyć sam.

Ponownie wziąłem Lu za rękę kierując się w miejsce gdzie stało jedyne drzewo ukryte za wydmami, pod tym drzewem zawsze padał cień, co nie wiem czy teraz będzie nam sprzyjać. Wyciągnąłem z kieszeni zwiniętą w rulonik gazetę, wyrwałem kilka stron, położyłem na piasku pilnując by wiatr mi ich nie rozwiał. Usiedliśmy na nich mając idealny widok na ocean.

 - Co z twoim zdrowiem ? - Od razu, bez pośrednio zacząłem rozmowę.

Chwile patrzyła się tępo w piasek rysując na nim różne kształty.

- Nie wiem..

- Co się dzieje ? - Przysunąłem siię bliżej niej.

 - Są powikłania, są bóle, są osłabienia, ale ja nie wrócę do szpitala, oni mi tam nie powiedzą dokładnie ile mi zostało, a ja chce ten czas jak najlepiej wykorzystać. - Wyrzuciła z siebie z lekko drżącym głosem.

- Ale przecież ty wcale nie musisz umierać Luna ! Ty możesz z tego wyzdrowieć, możesz żyć. - Krzyknąłem biorąc ją za rękę.

 Spojrzała na mnie.

 - A czy to jest pewne ? Czy oni wiedzą że jak będę miała różne zabiegi i to wszystko, to oni na pewno wiedzą że wyzdrowieje ? Justin, spójrz na tylu ludzi którzy podjęli się walki i zmarli w szpitalu, z dala od wszystkich swoich bliskich...ja tak nie chce. - Spuściła wzrok pełen łez znów na piasek.

 - A dlaczego to ty nie spojrzysz na tych ludzi którzy wygrali walkę, którzy mogą być razem z rodziną..

- A potem rak wraca, Justin ja to już przechodziłam, wszystko to już było za mną, aż do teraz..

- Dlaczego nie chcesz spróbować, dla rodziców, przyjaciół, Emily i mnie..- Przez cały czas trzymałem jej ręku którą raz ona raz ja mocniej ściskałem chcąc pozbyć się łez gromadzonych w szklanych oczach.

- I co to da, wyzdrowieje, a potem jest znowu ryzyko że za kilka lat znowu zachoruje, jak się będziesz wtedy czuł, będzie ci łatwo ? Ja chce to zakończyć..- Nie wytrzymałem po moich policzkach spłynęły łzy które skapnęły na nasze dłonie.

- Kochanie, na razie to ja sie nigdzie nie wybieram...muszę ci pomóc w wychowaniu naszych maleństw - Położyła dłoń na mojej głowie bawiąc się włosami.

 Podniosłem się lekko, wytarłem wszystkie łzy i spojrzałem na Lunę.

 - Maleństw ?...

***************************
Hejoo <33
Od razu strasznie was przepraszam że taka przerwa była ale teraz pisanie rozdziału na tym jak i na tym drugim blogu zajmuję mi tak średnio 4 godziny. Dlaczego tyle ? A już wam wyjaśniam, otóż ja bardzo chce żeby rozdziały były ciekawe chce żeby coś się w nich działo a nie tak na ''odwal się''. A przy braku weny trudno jest taki rozdział napisać, także jak się skupie i wysilę swój jakże malutki móżdżek do pracy to wyjdzie jakiś w miarę rozdział, ale ocenę pozostawiam wam. 
Chciałam także ostrzec że rozdziały teraz nie wszystkie, ale pojawią się jeszcze smutne...
To tyle także DO NASTĘPNEGO <33 ;)

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Liebster Award Blog

Zostałam nominowana do Liebster Award Blog przez Zuzę <33
Bardzo Ci dziękuje ;**

Nominacja do Liebster Award Blog jest otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za 
''dobrze wykonaną robotę''. po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który cię nominował.

Pytania od Zuzy:
1. Ile masz lat ? 
Nie pyta się o takie rzeczy, no ale dobra..13 ;D
2. Jakie jest twoje hobby ? 
Oj, jest tego sporo np. tańczę, śpiewam, recytuje, piszę wiersze i opowiadania..to takie najważniejsze <33 ;)
3.Dlaczego zaczęłaś prowadzić bloga ? 
To był zupełny przypadek, nigdy nie myślałam o tym żeby założyć opowiadanie, aż w końcu powiedziałam sobie''czemu nie'' i tak stworzyłam swój świat ;)
4.Jakie jest twoje marzenie ? 
No chyba każdy zna odpowiedz na to pytanie... Moim największym marzeniem jest spotkać Justina <33
5. Czy byłaś na koncercie Justina ? 
To jest właśnie to co mnie gnębi cały czas.. Na koncercie Justina mogłam być, ale za późno się o tym zorientowałam ;((
6. Masz zwierzątko ? 
Mam najukochańszego pieska na świecie !! <33

7. Gdzie mieszkasz ? 
Niedaleko Krakowa ;)
8. Co robisz w wolnym czasie ? 
Staram się napisać rozdział ;) A jak nie to wychodzę gdzieś z przyjaciółmi, lub chociażby z psem ;D
9. Masz drugie imię ? 
Mam ;) Jestem Izabela Magdalena ;)
10. Jaki masz kolor włosów ? 
Brązowy <3 ;)
11. Do jakich fandomów należysz ? 
Tylko i wyłącznie jestem Belieber <33, 

NOMINUJE BLOGI :












Moje pytania ;) :
1. Dlaczego założyłaś bloga ? 
2. Ile masz lat ? 
3. Co lubisz najbardziej robić ?
4. Ulubiona piosenka Justina ? 
5. Masz jakiegoś zwierzaka ? 
6. Ile czytasz opowiadań o Justinie ? 
7. Od kiedy jesteś Belieber ? 
8. Dlaczego zostałaś Belieber ? 
9. Twoje hobby ? 
10. Jaki jest twój ulubiony kolor ? 
11. Twoje ulubione miejsce ?