czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział 32 ''Daj mi szanse''

Czekałem i czekałem, aż w końcu drzwi się rozsunęły w nich stanęła kobieta mojego życia. Gdy mnie tylko zobaczyła jej wyraz twarzy ze szczęśliwego zmienił się w smutny. Nie była zaskoczona, bo przecież nie pierwszy raz pojawiłem się tak znienacka w jej domu. Z wielką obojętnością usiadła obok mnie na łóżku. Była taka piękna, przez jej lekko obcisłą bluzkę widać było małe zaokrąglenie które wyglądało co najmniej uroczo.

- A więc, czego chcesz ? - Wreszcie mogłem zobaczyć te piękne, brązowe oczy które doprowadzały mnie do szaleństwa.

Zachowywałem się jak zaczarowany, nie mogłem oderwać wzroku od jej pełnych ust i charakterystycznych rumieńców.

- Jeżeli przyszedłeś gapić się na mnie to...

- Przyszedłem wytłumaczyć - Przerwałem jej, budząc się z transu.

- No to słucham - Jeżeli mam być szczery to w ogóle nie spodziewałem się takiej reakcji, byłem prawie pewny że ie będzie chciała mnie słuchać i wyrzuci z domu.

Wziąłem głęboki oddech i powoli szczegół po szczególe zacząłem opowiadać jak było na prawdę. Przez cały czas słuchała mnie uważnie i ani razu nie przerwała. Gdy wreszcie skończyłem moją długą wypowiedź spojrzałem prosto w jej oczy chcąc odczytać co w tamtej chwili czuła.

- Przykro mi z powodu twojego ojca, ale jego śmierć to nie powód żeby ćpać.

-Wyobrażasz sobie jak urodzi się dziecko i będę je musiała zostawić pod twoją opieką a ty tak po prostu wyciągniesz kokę i wciągniesz ? Nie chce takiej przyszłości dla mojego...naszego dziecka. Wybacz mi Justin, ale ja nie mogę zbudować rodziny z kimś tak nieodpowiedzialnym... - W tamtym momencie coś przebiło moje serce, nie da się opisać jak się wtedy czułem. Najgorsze było to że ona miała racje, popadłem w nałóg z którego trudno się wydostać.

- Proszę...nie rób mi tego, nie zostawiaj, nie poradzę sobie bez ciebie, nie mogę cie znowu stracić - Wpadłem w histerie, po prostu zacząłem płakać.

Luna próbowała zachować zimną krew ale dla niej to też nie było łatwe, czułem to.

- Daj mi szanse, a obiecuje że ją wykorzystam...proszę- Chwyciłem ją za rękę i wierzchem dłoni ocierałem moje jak i jej łzy.

Milczała, lecz ta cisza była nam potrzebna. W całym pokoju słychać było nasze nierówne oddechy i głośne bicie serca.

- Muszę to przemyśleć - nieco oddaliła się ode mnie.

Byłem po części szczęśliwy, bo narodziła sie we mnie nowa, większa nadzieja. Przytaknąłem, a smutny uśmiech zagościł na mojej twarzy.

- Nie obraź się, ale chce zostać sama - Spuściła wzrok i gestem ręki wskazała na okno.

Rozumiałem ją, też musiałem przemyśleć wiele spraw. Nic nie mówiąc ruszyłem w stronę ''mojego'' wyjścia. Pocałowałem ją ostatni raz w policzek i ostrożnie zjechałem po rynnie. Przez chwile wpatrywałem się w jej okno mając nadzieje że zawoła mnie z powrotem, gdy to się jednak nie stało ruszyłem w kierunku mojego samochodu. Musiałem się komuś wyżalić, a jedyną taką osobą była moja mama. Droga do jej domu nie była długa, zaledwie pięć minut. Zaparkowałem na niewielkim podjeździe i bez pukania wszedłem do środka. Widok wcale mnie nie zdziwił, mama siedziała na kanapie trzymając zdjęcie mojego taty. Po śmierci ojca stałą sie bardziej skryta co dzień ogląda pamiątki związane z Jeremym. Usiadłem koło niej i delikatnie wyjąłem z jej dłoni zdjęcie.

- Jak się czujesz ? - Popatrzyła na mnie i lekko się uśmiechnęła.

- Dobrze, nie martw się synku - Pogładziła mnie lekko po plecach

- A co u ciebie ? - Zapytała po chwili udając się do kuchni po coś do picia

- Ja właśnie do ciebie w tej sprawie - Podrapałem się po karku, a ona usiadła na przeciwko mnie.

- Niech zgadnę... chodzi o Lunę

- Skąd wiedziałaś ? - Ona w odpowiedzi się zaśmiała.

- No to zamieniam się w słuch

- No to na początek najważniejsza sprawa o której ty jeszcze nie wiesz... - Popatrzyła na mnie pytającym wzrokiem i zachęciła do kontynuowania.

- Zostaniesz babcią -Powiedziałem prosto z mostu, a widząc jak wyraz jej twarzy zmienił się w... nawet nie wiem jakie emocje jej wtedy towarzyszyły.

- Naprawdę ? - Przytaknąłem a na jej twarzy zagościł ogromny uśmiech, od razu uwięziła mnie w swoich ramionach, a ja odetchnąłem z ulgą.

- Ale to jeszcze nie wszystko - Uwolniłem się z jej uścisku o popatrzyłem w jej szaro-niebieskie oczy.

- Pokłóciliśmy się i ona nie chce ze mną już być , prawdopodobnie z dzieckiem też nie będę mógł się spotykać, nie wiem co mam robić, dlatego przyszedłem po rade do ciebie - Dokończyłem, a ona pokręciła głowa z dezaprobatą.

- Co tym razem zrobiłeś ?

- To długa historia, może kiedy indziej ci opowiem - Uśmiechnąłem się nerwowo, na co ona westchnęła.

- Wiem że oboje się kochacie i jeżeli wasze uczucia są szczere i prawdziwe to przez jeden błąd, jedną kłótnie to się nie zakończy. Łączy was dziecko i bez względu na to czy będziecie razem czy nie Luna nie może zabronić ci się widywać z dzieckiem. Musicie poważnie porozmawiać i ustalić warunki bez których wasz związek nie przetrwa. Synku musisz dorosnąć, teraz gdy zostaniesz ojcem wszystko się zmieni, już nie będziesz chodził na imprezy z przyjaciółmi tylko wychowywał waszego maluszka. Jak byłam w twoim wieku też zaszłam w ciąże, było bardzo ciężko ale z pomocą twojego taty dałam rade i nie żałuje. Musisz zrozumieć też to że jej też nie jest łatwo, to dla niej coś nowego, coś przez co jej życie i twoje sie diametralnie zmieni. - Takiej szczerej rozmowy z mamą mi było potrzeba. Byłem jej bardzo wdzięczny że w każdej sytuacji potrafi mnie podnieść na duchu.

- Dziękuje, mamo - Przytuliłem ją mocno i ucałowałem w policzek.

 Po chwili pożegnałem się i pojechałem do mojego mieszkania. W domu od razu przeszukałem nawet najmniejszy kąt w poszukiwaniu mojego największego problemu, od którego byłem uzależniony. Znalazłem tego sporo, dlatego po kolei torebka za torebką lądowała w muszli i gdy wszystkie już się tam znalazły spuściłem wodę. Przez to świństwo to się zaczęło, skończyłem z tym, dam radę. Muszę dać radę bo inaczej stracę to co w życiu jest najważniejsze...

wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział 31 ''Ten dupek nie był ciebie wart''

-Wróciłam...- Szepnęłam i zarówno na mojej jak i na ich twarzach zagościł szczery uśmiech.

Znowu poczułam tą przyjemną rodzinną atmosferę. Usiedliśmy jak za dawnych czasów przed kominkiem i cieszyliśmy się swoim towarzystwem, bez żadnych pytań, bez żadnych odpowiedzi, po prostu. Biłam się z myślami czy wyznać że mam jeszcze jedną niespodziankę przez którą wszystko sie pokomplikowało. Bałam się że zareagują negatywnie a wtedy naprawdę nie będę wiedziała co ze sobą zrobić. Postanowiłam poczekać jeszcze, wystarczyło im wiadomości, jak na jeden dzień. Robiłam się senna, także pożegnałam się i ruszyłam do mojego dawnego pokoju. Powoli przekroczyłam próg, a moim oczom ukazał się mały pokoik w którym przeżyłam siedemnaście lat mojego życia. Wszystkie wspomnienia uwiecznione na zdjęciach oraz różne pamiątki były w stanie nienaruszonym.

Wszystko pozostawione tak jak było. Zdjęłam spodnie , przebrałam się w troszeczkę za dużą koszulkę i położyłam się na mięciutkim łóżku. Wiem że w najbliższym czasie będzie ciężko, ale jestem pewna że dam rade , muszę. Przeżyłam wiele kryzysowych sytuacji i zawsze wychodziłam z nich cało, teraz będzie podobnie. Nigdy, prze nigdy nie sądziłam że zostanę matką w wieku nastu lat i do tego zostanę z tym wszystkim po części sama. Kilka łez wydostało się na zewnątrz, szybko je ocierając zamknęłam oczy i odpłynęłam. Przez niezasłonięte okno dostały się promyki słońca które oświetlały moją twarz, niechętnie wygrzebałam się z łóżka i z ciuchami udałam się do łazienki. Poranny prysznic zmył wszystkie smutki spowodowane wczorajszymi wydarzeniami i przy okazji odświeżył umysł i dał energie na resztę dnia. Wyszykowana zeszłam na dół podążając za zapachem omletów. Weszłam do kuchni a wzrok wszystkich zgromadzonych automatycznie zwrócił sie na mnie.

- Czyli to nie był sen - Odezwała się moja mama, promiennie się uśmiechając.

Nic nie odpowiedziałam tylko zasiadłam na jednym z barowych krzeseł. Zjedliśmy śniadanie w ciszy co rzadko się zdarzało w naszym domu.

- Harry, będziemy musieli załatwić sprawy z grobem na cmentarzu

- Pojedziemy tam po południu, dobrze ?- Anne (moja mama) tylko przytaknęła i zajęła się zmywaniem naczyń.

Muszę przyznać że szybko się przyzwyczaili z myślą że znowu z nimi jestem.

- A co ty tu tak właściwie robisz ? - Zapytałam siostry która właśnie kończyła swoją kawę.

 Znacznie posmutniała jakby nie chciała odpowiadać na moje pytanie.

- Jeżeli nie chcesz, nie musisz mówić - Szybko dodałam.

-Nie, przecież to żadna tajemnica- Uśmiechnęła się smutno i cicho westchnęła.

- Rozwiodłam się - Po jej policzku spłynęła samotna.

Szybko przytuliłam ją.

- Zdradził mnie i kazał wynosić się z domu - Sarah rozpłakała się jeszcze bardziej i mocniej się do mnie wtuliła.

-Ciii, już dobrze - Gładziłam ją po włosach i delikatnie kołysałam na boki.

- Przepraszam - Uspokoiła się i otarła mokre policzki.

- W porządku, czasem trzeba się komuś wyżalić - Radziłam a sama robiłam odwrotnie.

- Ten dupek nie był ciebie wart - Dodałam i uśmiechnęłam sie zachęcająco.

- A może wybierzemy sie wszyscy razem na kolacje ?- Zaproponował mój tata chcąc zakończyć niezręczną cisze.

- Świetny pomysł - Klasnęłam w dłonie, każdy się ze mną zgodził.

Parę godzin później oficjalnie byłam zmartwychwstała. Dochodziła godzina 19, co oznaczało że trzeba było sie zacząć szykować na wyjście do restauracji. Założyłam odświętną sukienkę w której byłam chyba tylko jeden raz i czarne szpilki. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy. Na miejscu zasiedliśmy przy stoliku nieco oddalonym od reszty i czekaliśmy na kelnera. Gdy wreszcie się zjawił, mój ojciec zaczął składać zamówienie.

- I do tego poprosimy szampana...

- Dla mnie wodę - Przerwałam, ponieważ wiedziałam że nie mogę pić alkoholu.

 Rodzice obdarzyli mnie pytającym spojrzeniem ale nic nie powiedzieli. Kelner odszedł. Przez chwile panowała cisza, którą przerwała moja mama

-Dlaczego nie napijesz się z nami ?- No i jestem w kropce.

Albo im powiem teraz albo będę ukrywać coś co i tak prędzej czy później się wyda.

-Bo...- I właśnie w tym momencie zostały podane nasze dania, podziękowaliśmy i zaczęliśmy jeść.

- Więc? - Mama dalej drążyła temat. Teraz albo nigdy.

- Ponieważ kobiety w ciąży nie powinny pić...

***MIESIĄC PÓŹNIEJ***

***OCZAMI JUSTINA***

Minął miesiąc, jeden pieprzony miesiąc odkąd staram się przeprosić Lunę. Codziennie dzwoniłem po parę razy ale nie odbierała. Odwiedzałem ją w domu jej rodziców, nie wpuszczała mnie tak samo jak jej rodzina. Zdaje sobie sprawę że zachowałem się jak ostatni kretyn, ale po pierwsze : nie panowałem nad sobą, po drugie : każdy przecież zasługuje na drugą szanse. Co noc żałuje że nie mogę się do niej przytulić, odezwać się do niej, czy chociaż popatrzeć na nią. Skreśliła mnie za jeden głupi błąd.

Opowiedzieć wam co się wtedy wydarzyło ? Proszę bardzo. W ten dzień gdy Luna przyjechała dowiedziałem się że mój ojciec nie żyje, choć byliśmy zakłóceni i zawsze mieliśmy na pieńku to kochałem go. Gdy mama do mnie zadzwoniła z tą wiadomością czułem się jakby ktoś wbił mi nóż w samo serce. Wyobrażacie sobie nie pożegnać się z własnym tatą i do tego wspominać go jako tyrana? Było mi ciężko, a co pomogą zapomnieć o problemach? Kokaina. Tak, tego mi było trzeba, parę kresek i poczułem sie jak w niebie. Odprężyłem się, wygodnie ułożyłem na kanapie i oglądałem jakiś głupi serial. Wtedy usłyszałem huk zamykanych drzwi i ujrzałem ją, najważniejszą osobę w moim życiu. Rzuciła się w moje ramiona, odwzajemniłem uścisk. Dalej wiecie co się stało. Nie wiedziałem co mówię, nie wiedziałem co robię, kompletnie nic. Następnego dnia dopiero do mnie dotarło co zrobiłem. Tak szczerze to wtedy też uświadomiłem sobie że będę ojcem, strasznie ucieszyłem się na tą myśl, ale było już za późno. Lecz ja sie nie poddaje, póki jej tego nie wyjaśnię, nie odpuszczę. Pojechałem pod jej dom i dyskretnie udałem się na tyły. Tyle razy jej mówiłem żeby zamykała okno, nadal niczego się nie nauczyła. Chciałem się dostać tak jak zawsze, ale nigdzie nie było drabiny, no cóż. Podszedłem do rynny i z trudem zacząłem się po niej wspinać. Gdy już byłem na wysokości jej okna, jedną nogą stanąłem na parapecie, a następnie wskoczyłem do środka. Pokój się w ogóle nie zmienił, usiadłem na łóżku i czekałem aż przyjdzie. Czekałem i czekałem aż w końcu drzwi się rozsunęły a w nich stanęła kobieta mojego życia...

niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział 30 ''Wróciłam...''

- Jestem w ciąży - Cisze przerywał tylko włączony telewizor .

W ogóle się nie odzywał  . Cisza, cisza i nadal cisza, miałam tego dość.

- No powiedz coś wreszcie - Próbowałam brzmieć stanowczo lecz niezbyt mi to wyszło

- To moje dziecko ?- Tym pytaniem roztłukł moje serce na milion pojedynczych kawałeczków .

Jak on mógł o coś takiego zapytać , myśli że jestem dziwką ? Prychnęłam pod nosem i spojrzałam w jego nieobecne oczy , dziwne oczy...jakby nie jego .

- No a jak myślisz ! - Co chwile ocierałam ciepłe łzy

- Nie wiem , może pieprzyłaś się jeszcze z kimś oprócz mnie - Nie mogłam w to uwierzyć , takiej sytuacji obawiałam sie najbardziej .

Tego już było dla mnie za dużo, wzięłam moje rzeczy i opuściłam jego dom. Zaczęłam biec przed siebie, nie wiedząc co dalej robić. Właśnie straciłam wszystko co dotychczas miałam, zostałam sama. Ciężarna dziewczyna samotnie chodzi po mrocznych uliczkach po zmroku, pięknie brzmi prawda ? Pff. Nie miałam gdzie się podziać. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i zadzwoniłam po taksówkę. Starszy pan przyjechała po dziesięciu minutach. Wpakowałam rzeczy do bagażnika i szybko wsiadłam do auta.

- Gdzie panią zawieść ? - Zapytał gdy wyjechaliśmy na ulice.

Właśnie, gdzie ja mam jechać ? Nie przemyślałam tego, widząc wyczekujący wzrok podałam mu adres który bardzo dobrze znałam. Po krótkiej chwili ruszyliśmy. Mężczyzna widząc moją zapłakaną twarz chciał coś powiedzieć, ale sobie odpuścił za co byłam mu bardzo wdzięczna. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Dojechaliśmy na miejsce, taksówkarz pomógł mi z torbami.

- Nie martw się, będzie dobrze - Powiedziawszy to odjechał zostawiając mnie nieco zdezorientowaną.

Wzruszyłam ramionami i obróciłam się na pięcie. Zobaczyłam go, ten mały domek w którym się wychowywałam, który tak dobrze wspominam. Światła były zapalone co oznaczało że jeszcze nie śpią. Denerwowałam się, poprawka, byłam przerażona. Stanęłam na wycieraczce i ostatni raz ocierając mokre policzki, zapukałam. Ciśnienie mi podskoczyło, ręce zaczęły się pocić, a nogi zrobiły się jak z waty. Gdy nikt przez dłuższy czas nie otwierał zapukałam jeszcze raz. Usłyszałam kroki, pierwszy, drugi, trzeci... dźwięk pociągnięcia klamki i skrzypienie drzwi, a następnie drobniutka postać. O mój boże, to moja mama, moja kochana mamusia. Tak bardzo mi jej brakowało, nie kontrolując się ze łzami w oczach rzuciłam się na kobietę która wyglądała jakby za chwile miała stracić przytomność.

- Mamusiu - Wyszeptałam zanosząc się płaczem.

Mama stała jeszcze przez chwile jakby analizując co się właśnie działo. Po chwili niepewnie objęła mnie i cicho szlochała.

- Moja mała córeczka - Staliśmy tak i ni stąd ni z zowąd zaczął padać deszcz.

 Oderwałyśmy się od siebie i biorąc moje rzeczy weszłyśmy do środka. Rozebrałam mój płaszcz i buty, nawet nie zauważyłam jak moja mama patrzy na mnie jakbym miała za chwile zniknąć, po jej policzkach co chwile spływały łzy. Chwyciła mnie za rękę i powoli ruszyła w kierunku salonu. Na dużej kanapie siedział mój tata a obok niego moja kochana siostra której nie widziałam chyba z dwa lata.

-K-kochani p-patrzcie kto p-przyszedł - Kobieta dławiła się własnymi łzami, z trudem wypowiadał choćby najmniejsze słówko.

Harry się odwrócił i od razu poskoczył jak oparzony, podobnie postąpiła moja Sarah której niespodziewanie telefon wypadł z ręki. Wgapiali się we mnie, co powoli mnie zaczynało denerwować. Postanowiłam wykonać pierwszy ruch, pobiegłam do nich i zawiesiłam mu ręce na szyi.

-To nie możliwe - Wybełkotał mój ojciec ledwo słyszalnie.

- C-co ty tu r-robisz ?- Pierwszy raz odezwała się moja siostrzyczka .

Uśmiechnąłem się przez łzy i popatrzyłam na każdego z osobna.

- Wróciłam...

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 29 ''Na zawsze''

- Ty jesteś...

- W ciąży - Dokończyłam za niego łamiącym się głosem .

Przez dłuższą chwile panowała zupełna cisza , a każda para zdziwionych oczu wywiercała mi dziurę w głowie . Niespodziewanie Chris podskoczył jak oparzony i uwięził mnie w swoich ramionach tak mocno że ledwo złapałam oddech .

- Będę wujkiem ! - Wydarł się gdy mnie wreszcie puścił .

Jego radość udzieliła się także reszcie i po chwili każdy ściskał mnie najmocniej jak potrafił . Ja nadal stałam w miejscu i tępo wpatrywałam się w jeden punk.

- Luna , jesteś jeszcze z nami ? - Chris pomachał mi ręką przed oczami , przez co się ocknęłam .

 Na jego pytanie odpowiedziałam skinięciem głowy .

- Wszystko w porządku ? - Zapytał gdy usiadłam na skrawku kanapy .

Popatrzyłam na niego smutnymi oczyma i głęboko westchnęłam

- Jak ma być w porządku ? - Spuściłam trochę głowę .

- Powinnaś się cieszyć - Usiadł obok mnie i chwycił mój podbródek , zmuszając mnie tym do kontaktu
wzrokowego .

- A powiesz mi kto jest ojcem ? - Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć , on znał Justina .

Razem chodzili do podstawówki i dobrze się dogadywali , ale gdy poszli do liceum kontakt się urwał . Wpatrywałam się w jego niebieskie oczy nic nie mówiąc .

- Odpowiesz ? - Westchnęłam i nieco oddaliłam się od niego

- Justin - Szepnęłam ledwo słyszalnie

- Kto ?

- Justin - Powiedziałam już nieco głośniej , przez co każdy mnie usłyszał .

Zdziwiłam się gdy na twarzy blondyna zagościł skromny śmiech.

- Ale jak to ?

- No wiesz , dawno się nie widzieliśmy i tak jakoś wyszło...

- Więcej szczegółów mi nie potrzeba - Uśmiechnął się , co odwzajemniłam ale szybko mój wyraz twarzy się zmienił , zauważył to .

- Nie chce widzieć tej smutnej minki , trzeba się cieszyć - Jakoś nie przekonały mnie jego słowa .

- Nie jestem jeszcze gotowa - Wyszeptałam , szybko pozbywając się samotnej łzy spływającej po policzku .

- Jesteś , tylko musisz stawić temu czoła - Zaczął i delikatnie gładził moje plecy .

Bałam się , cholernie się bałam . Nie umiem podjąć się odpowiedzialności . Nawet nie wiem czy dam rade zmienić dziecku pieluszkę , a co dopiero wychowywać , po prostu nie umiem . Dopiero po czynie dokonanym , zaczynam o wszystkim myśleć .

- Będę musiała jutro wyjechać... na zawsze - Popatrzyłam prosto w tęczówki chłopaka .

Znacznie posmutniał .

- Rozumiemy , idź odpocząć - Ostatni raz obdarzyłam ich małym uśmiechem i ruszyłam do swojej sypialni .

Przez komputer kupiłam bilet i położyłam się na łóżku . Nie zdążę pożegnać sie z Tomem , bardzo mnie to boli . Już nigdy miałam go nie zobaczyć , nie usłyszeć głosu i nie zobaczyć uśmiechu . Najbardziej bałam się co Justin powie na wieść o dziecku . Zmienił się już nie był takim samym Justinem co kiedyś , lecz to nie zmienia faktu , że bardzo go kocham i nie chce stracić . Poleżałam jeszcze chwile , rozmyślając o wszystkim aż zmorzył mnie sen . Obudził mnie zapach świeżo zrobionych naleśników . O mało co nie dostałam zawału , gdy otworzyłam oczy , a w moim pokoju znajdowali się wszyscy ( oprócz Toma ) z małym kwiatkiem w ręku . Chris podszedł do mnie z tacką pełną żarcia i położył ją na komodzie .

-Chcieliśmy zrobić c niespodziankę pożegnalną - Wytłumaczył widząc mój pytający wyraz twarzy .

 Po chwili każdy chłopak podchodził do mnie wręczając mi kwiatka i przytulali albo mówili ciepłe słówka , niektórzy nawet płakali . Gdyby ktoś ich nie znał w ogóle nie pomyślałby że są oni niebezpiecznymi gangsterami . Po paru godzinach spędzonych razem zbliżała się godzina pożegnania . Każdy uparł się żeby odwieźć na lotnisko , dlatego musieliśmy wsiąść do naszej furgonetki na specjalne okazje . Gdy dojechaliśmy na miejsce , chyba po raz tysięczny tego dnia obdarzyłam wszystkich ogromnym przytulasem , z Chrisem , Jacobem i Kevinem pożegnałam się trochę inaczej .

- Będę tęsknić chłopaki , nigdy nie zapomnę tego co dla mnie zrobiliście , jak się mną opiekowaliście , jak pocieszaliście gdy było mi smutno - W tym momencie po prostu rozpłakałam się .

- Nigdy was nie zapomnę i zawsze będę wam wdzięczna - Przytuliłam ich najmocniej jak potrafiłam , przy okazji brudząc ich bluzki spływającym po policzkach tuszem .

Pomachałam do niech ostatni raz i wsiadam do samolotu. Łzy ani na chwile nie przestawały płynąć , mój nastrój był jak to się mówi ''do dupy'' . Przez płacz poczułam się ospała , dlatego zamknęłam oczy i szybko odpłynęłam . Obudziła mnie starsza pani która siedziała obok mnie . Jako pierwsza wysiadłam z samolotu i wzięłam pierwszą lepszą taksówkę . Pojechałam do domu Toma po moje rzeczy . Wparowałam do środka , wzięłam moje ubrania i inne moje rzeczy . Zamknęłam drzwi i ruszyłam w drogę do Biebera . Nie uprzedzałam go że przyjadę dlatego nie wiedziałam czy będzie w domu . Nie pukałam tylko po prostu weszłam . Siedział na kanapie i oglądał jakiś program . Gdy tylko mnie zobaczył zachowywał się tak samo jak za pierwszym razem, Nie czekając długo rzuciłam bagaże i wtuliłam się w niego , jego silne ramiona bez zastanowienia oplotły mnie w pasie . Staliśmy tak przez dłuższą chwile aż w końcu on pierwszy zaczął rozmowę

- Co się stało że wcześniej wróciłaś ? - Usiadł na kanapie a a koło niego .

 Gdy poruszył ten temat od razu zrobiło mi się słabo , ale wiedziałam że i tak prędzej czy później musiałabym mu powiedzieć .

- Jest bardzo ważny powód - popatrzyłam w jego brązowe oczy i głośno przełknęłam ślinę .

Mocno chwycił mnie z niepokojem czekał na dalszą część.

- Jestem w ciąży...

niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział 28 ''Ty jesteś...''

Upadłem na zimną podłogę , odpłynąłem . Znalazłem się w bardzo jasnym pomieszczeniu , światło raziło mnie w oczy które powolnie otwierałem . Byłem oszołomiony, rozglądałem się na wszystkie strony . Obok łóżka na którym leżałem , siedział Simon ze spuszczoną głową

- Hej , stary - Tyrpnąłem go żeby spojrzał na mnie

- No na reszcie się obudziłeś - Odetchnął z ulgą , szeroko się uśmiechając .

- A tak w ogóle to co ja tu robię- przetarłem nieco zmęczone oczy .

- Tak to jest jak się nadużyje - spojrzał na mnie pół żartem pół poważnie . Ja nic nie odpowiadałem , nie wiedziałem co .

Chwile ciszy przerwała pani doktor która weszła do sali bez pukania .

- Widzę że pan już się obudził - uśmiechnęła się i podeszła bliżej

- Jak widać - odwzajemniłem gest i poddałem sie badaniom które po chwili przeprowadziła .

- Miał pan czyszczenie żołądka , musi pan zostać jeszcze na obserwacji , potrzebny panu psycholog ? - Zapytała delikatnie siadając na skrawku łóżka .

- Nie , nie potrzeby mi , wszystko jest w porządku - zapewniłem ją na co ona wstała i udała się do wyjścia

- W takim razie niech pan odpoczywa - trzasnęła drzwiami i ruszyła w swoim kierunku .

Znowu popatrzyłem na Simona .

- Ty mnie tu przywiozłeś ? - zapytałem

- Dzwoniłem do ciebie pare razy ale nie odbierałeś co do ciebie jest nie podobne , zmartwiłem sie i pojechałem do twojego domu . Zauważyłem cię leżącego na podłodze , nie ruszałeś się więc szybko przeniosłem cię do samochodu i ruszyłem do szpitala - Opowiedział , byłem mu bardzo wdzięczy , gdyby nie on dawno by mnie nie było na tym świecie , przez własną głupotę .

- Dzięki , masz u mnie wieli dług - rozmawialiśmy jeszcze przez długi czas , ale pielęgniarka wygoniła Sima i zostałem sam .

Postanowiłem nic nie mówić Lunie , no bo niby po co ? żeby się martwiła , a tego nie chce . Następnego dnia wypisali mnie z tej dziury , ta sytuacja dla mi dużo do myślenia , nie chce już więcej zażywać narkotyków , muszę z tym skończyć i to jak najszybciej . Po dotarciu do domu , wszystkie problemy uderzyły we mnie ze zdwojoną siłą . Muszę jakoś przetrwać , dla siebie , a przede wszystkim dla Luny...

***OCZAMI LUNY***

Od czasu rozmowy z Justinem nie odzywał się do mnie a ja nie miałam odwagi zadzwonić . Spędziłam ten czas z chłopakami , dobrze czuje się w ich towarzystwie . Tom znacznie się rozpromienił , chętniej rozmawia z innymi ale postanowiliśmy mu dać dwa dni wolnego żeby wyjechał może gdzieś i odpoczął . Wszystko się jakoś układało tylko że od jakiegoś czasu jest mi strasznie nie dobrze , ciągle wymiotuje i kręci mi się w głowie . Lecz wszystko ma swoje wytłumaczenie , niestrawność zawdzięczam chłopakom ponieważ nafaszerowali mnie tanim , chińskim żarciem , a ból głowy może powodować brzydka pogoda panująca za oknem . Cały czas to sobie wmawiałam . Lecz następnego dnia było tak samo , ciągle biegałam do łazienki i nie wychodziłam z niej nawet na krok .

Chris zaczął się martwić i gdy tylko klęczałam przed sedesem on  trzymał mi włosy , gdy bolała mnie głowa przynosił mi tabletki . Bardzo sie o mnie troszczył , tak jak reszta . Nie miałam już żadnego wytłumaczenia na mój stan , jedyne co miałam na myśli to ... Nie to niemożliwe , nie teraz . Jednak wszystko by się zgadzało , na samą myśl o tym czułam strach , strach przed odpowiedzialnością . Nie mogłam dłużej znieść niepewności . Wsiadłam do auta i pojechałam do apteki . Kupiłam potrzebną rzecz i gdy znalazłam się z powrotem w domu , wpadłam do łazienki jak poparzona . Zrobiłam wszystko zgodnie z instrukcją i odczekałam chwile . Bałam się zobaczyć wynik , poczekałam jeszcze zanim popatrzyłam na test .To co zobaczyłam zwaliło mnie z nóg , czas stanął w miejscu tak samo jak moje serce . Zakryłam dłonią usta , a moje oczy rozszerzyły się do granic możliwości . Nie możliwe , nie teraz , nie w takiej sytuacji . Powoli wyszłam z łazienki nadal trzymając przedmiot w dłoni , zeszłam do salonu w którym chłopaki o czymś rozmawiali , gdy tylko mnie spostrzegli od razu zamilkli

- Luna , co się stało ? - Zmartwiony Chris patrzył prosto w moje przestraszone oczy .

Nie byłam w stanie wydusić z siebie żadnego słowa , podałam mu do ręki test nieco się oddalając . Jego reakcja nie różniła sie od mojej , była może nawet gorsza

- Ty jesteś...

- W ciąży - Dokończyłam za niego...

******************
Przepraszam że są takie krótkie , ale pisałam je na telefonie i tam wydawały się troszkę dłuższe . Postaram się napisać następny dłuższy :)

Rozdział 27 ''Będę musiała tu trochę dłużej zostać''

To oznaczało tylko jedno , szybko nie wrócę do Justina . Następnego dnia gdy chłopaki musieli wyjechać na jakąś bardzo ważną misje nadszedł czas na rozmowę z Tomem . Powoli ruszyłam w kierunku jego gabinetu z którego nie ruszał się od wczoraj . Zapukałam nieśmiało lecz nie uzyskałam pozwolenia na wejście . Sama otworzyłam drzwi i wparowałam do pokoju . Tom siedział na obrotowym krześle trzymając coś w dłoni . Podeszłam do niego bliżej , dostrzegłam czerwoną ciecz spływającą z jego nadgarstków . Szybko podbiegłam do niego i wyrywając scyzoryk , kucnęłam przed nim

- Co ty wyprawiasz ?! -Próbowałam powstrzymać krwawienie lecz na marne

-Kocham cię - powiedział prawie nie przytomny .

Nie byłam zaskoczona jego wyznaniem ponieważ wiedziałam że coś do mnie czuł , niestety ja tego nie odwzajemniałam .

- I z tego powodu musisz robić sobie krzywdę !? - Urwałam kawałek mojej starej koszuli w którą byłam ubrana i zawiązałam ją mocno nad raną żeby powstrzymać krew

- I tak jak wyjedziesz moje życie nie będzie miało sensu - wybełkotał patrząc na mnie nieobecnym wzrokiem.

Poczucie winy automatycznie się włączyło , nie wiedziałam co dalej robić miałam kompletny mętlik w głowie

- Dlaczego stawiasz mnie w takiej sytuacji ? -Wyszeptałam czując się bezsilna , to wszystko ciążyło na mnie a ja nie mogłam się od tego uwolnić .

Kochałam Thomasa ale jak brata , nikogo więcej . Jest dla mnie bardzo ważny , ale jednak Justin przeważał tą miłość stokrotnie . Nic nie odpowiadał , moje nerwy nie wytrzymały a po moich policzkach zaczęły spływać łzy .Gdy on to zobaczył szybko mnie przytulił głaskając tył mojej głowy przy okazji całując mnie w czoło

- Nie płacz , jeszcze bardziej nie tym dobijasz - wyszeptał w moje włosy .

 Po chwili płaczu otrząsnęłam się i spojrzałam w jego piękne brązowe oczy

- Zostanę jeszcze trochę , ale obiecaj mi że jak wyjadę nigdy już tego nie tkniesz- wskazałam na zakrwawiony mały nóż leżący na biurku .

Nic nie odpowiadał

- Obiecaj - zmusiłam go do kontaktu wzrokowego

- Nie mogę ci tego obiecać - wyznał spuszczając głowę

-Możesz tylko nie chcesz , jeżeli jeszcze raz sobie zrobisz krzywdę to i ja zacznę ją sobie wyrządzać , chcesz tego ? - na moje słowa od razu się ożywił i spojrzał na mnie gniewnym wzrokiem

-Dobrze obiecuje tylko nigdy więcej już mnie tak nie strasz - uśmiechnęłam się na jego odpowiedz co niechętnie odwzajemnił .

Rozmawialiśmy jeszcze chwile aż do domu wrócili chłopcy . Zjedliśmy wspólnie obiad . Czekała na mnie jeszcze jedna chyba najgorsza rzecz , mianowicie zadzwonienie do Justina . Poszłam do swojego pokoju , siadając na łóżku wybrałam numer Biebsa . Po drugim sygnale odebrał

- No nareszcie się odezwałaś , martwiłem się

- Hejjjj - przeciągnęłam i przygryzłam lekko dolną wargę

- Stało się coś ? - zapytał

- Nie ... to znaczy tak

- Mów - pośpieszył mnie widocznie niecierpliwy

- Będę musiała tu trochę dłużej zostać - powiedziałam prosto z mostu troszkę bojąc sie jego reakcji

- Dłużej to znaczy ile ? - po jego głosie sądziłam że znacznie posmutniał

- Nie wiem ... ale na pewno nie za długo , nie martw się na sto procent wrócę - W moich oczach zbierały się łzy .

Przez dłuższą chwile się nie odzywał , postanowiłam to przerwać

- Pamiętaj że cię kocham i nigdy nie przestane - popłynęła pierwsza łza , miałam coś jeszcze dodać ale się rozłączył .

Rzuciłam telefonem o ścianę i zanosząc się płaczem położyłam się na łóżku .

***OCZAMI JUSTINA***

Tego się najbardziej obawiałem . Znów miałem ją stracić , znów cierpieć . Wiem że mówiła że będzie tam niedługo lecz ja w to nie wierze . Jestem już przewrażliwiony na jej punkcie . Po tak długiej rozłące trudno jest się pozbierać , a co dopiero stracić ponownie . Pojechałbym do niej ale nie mam pieniędzy na bilet i wiem tylko że jest w LA , adresu nie znam . Pozostaje tylko czekać , bezczynnie czekać . Co dzień z nadzieją która we mnie nie umarłą , jeszcze . Odłożyłem telefon na stolik i czym prędzej zacząłem szperać po szufladach w poszukiwaniu woreczka z białym proszkiem . Znalazłem na samym dnie malutki przedmiot który miał dać mi ukojenie . Wysypałem wszystko i ułożyłem pare kresek . Po wciągnięciu wszystkich poczułem się błogo , beztrosko . Problemy już mnie nie męczyły , zostały zastąpione przyjemną pustką . Kochałem być w takim stanie . Chciałem więcej . Przeszukałem cały dom , znalazłem trzy torebki . Kreska za kreską sprawiały że czułem się lepiej . Po ostatniej jakiej zażyłem nogi odmówiły mi posłuszeństwa a powieki stały się cięższe . Upadłem na zimną podłogę , odpłynąłem...

*********************************
HEJ !!!! Wróciłam już do domu także zaczynam dodawać rozdziały , już jak widać mam jeden a za chwile dodam drugi więc szykujcie się :) Przepraszam jeżeli długo na mnie czekaliście , KOCHAM WAS <3

piątek, 9 sierpnia 2013

Uwaga ! Wyjeżdżam :)

Siema :) Wyjeżdżam na parę dni dlatego w najbliższym czasie rozdziału nie będzie .Ale jak wróce postaram się jak najszybciej dodać rozdział :) KOCHAM WAS I DO NN <3